|
2009-07-20 00:01
Od ponad miesiąca pierwsza samotna noc. Od ponad miesiąca pierwsza noc bez Ciebie. I chociaż się chwilę temu widzieliśmy- ja już tęsknię i gdyby nie fakt, iż jestem zbyt zmęczona na łzy, pewnie lałabym ich całe strumienie i kolejna powódź nawiedziłaby nasz kraj... Wiedziałam, że uzależniasz, a mimo to nie zrezygnowałam. I mam, co chciałam noc parzysta, nieprzejrzysta. i te kroki.. w rytm oddechów przyśpieszonych, niemiarowych. słowo definiowane nie może zawrzeć się w definicji. mały grzech i demon zjawiska nadprzyrodzonego w krągłościach kobiety. kusicielka losu, zataczanie kręgów. już wiem- jesteś przecinkiem. och, cudzysłów byłby piękniejszy, me
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-05-17 22:06
kolejny wieczór, kolejna noc. znów sama. nie chcę cie zagubić... nie chcę cię stracić wraz z nadchodzącym dniem...
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-05-16 22:57
Będziemy czytać wiersze i palić świeczki.
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-05-16 10:24
kategoria:
zmyślne przemyślenia
2009-05-13 23:45
Dzieje się coś magicznego. Powietrze pachnie jakby inaczej. Może to z głodu. A może po prostu to głód. Ciężko stwierdzić. Po prostu coś wisi w powietrzu. Oblepiająca mnie masa zmieniła się w klarowne myśli. Coraz trudniej przychodzi sen, przeganiany przez dziwne obrazy, które chcą się opowiedzieć. Czasem mam ochotę biec, a czasem mam uczucie, jakbym własnie zaczęła normalnie oddychać. Noc woła, noc budzi, noc kłamie, a ja słucham tych kłamstw. Dobrze je znam. Sama je napisałam.
kategoria:
zmyślne przemyślenia
Komentarze (1)
2009-05-12 00:08
Obawiasz się czegoś? Wszystko, co piękne, przychodzi z ciemności. Z ciemności przychodzi wszystko, co straszne.To, czego nie widzisz, ale co możesz poczuć (gorący ślad na twojej skórze). Obawiasz się czegoś? Masz tylko dwa strzały (po jednej kuli na serce). Nie pozolę ci utonąć w źrenicach moich oczu, choć to stamtąd pochodzi wszystko, co piękne. Wszystko, co straszne... To tylko jeden strzał - jeszcze ostatnie spojrzenie, ostatni oddech i już - wieczne wyłączenie światła i rozkosz moich dłoni. Nie obawiaj się, jestem, chociaż mnie nie widzisz. Od teraz na zawsze - mój. Chcemy więcej słodyczy, więcej energii, więcej słońca, więcej życia, więcej nadziei, więcej słów. Chcemy znów krzyczeć, biegać wolno, upadać i znów się wznosic, chcemy topić smutki w alkoholu i palić więcej papierosów. Chcemy ciepłych nocy, ognia, deszczu, tańca, powietrza.A tu tylko spiralne schody, zimne mury, schematyczna wizja jutra. Balkony wyrastają na kamenicach jak grzyby. Pełno tam naszych oczy, zahaczamy się o nie, jak o schody do nieba. (Niech ktoś wreszcie skoczy). Czas na implozję wszechświata. Niech w końcu zamknie go ktoś w zegarze i zrzuci z wysoka, niech poczuje się tak, jak my.
kategoria:
Ogólne
Komentarze (1)
2009-05-10 20:03
może to ta muzyka, ale ostatnio często płacze. czuję ludzi przepływających przez palce; tulę do siebie puste dłonie, jakby przytulając Ciebie. a może to smutek po odejściu znienawidzonej zimy. w każdym razie mam dość. zakopuję się w pościel i wgryzam w nadgarstki, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. przecież bezkresu nie można objąć. a ja tak bardzo chciałabym zaczerpnąć Ciebie.. Ty, mój tlen niemal nieprzerwanie od kilku lat lat. nie krztuszę się, gdzie tu sprawiedliwość, miało być po równo, ponoć takie są zasady. czego ja nie mam..? naszeptali mi do ucha porą późną, że lepiej odejść o krok, lub dwa od nabytych przyzwyczajeń. rzygasz mną? 'jak śmiechem się wymiotuje, wiesz?' co za ironia, coś ala łzy szczęścia, tylko wszystko na opak, na wznak. wygięte palce jak mydlana bańka, obręcz wokół słów, pewnie gotowych usprawiedliwień miliondwieście. tęczowość zanika. alecojawygadujeprzecieżtakiesłowonieistnieje. Czasami muszę wyjść. Zostawiam Cię, gdy śpisz i długo idę przed siebie. Bóg mi dał zbyt jasne oczy, by widzieć dobrze w ciemności. Na niebie wiszą płonące kamienie. Przyciągają mnie do siebie, więc staję na palcach i wyciągam ręce, ale żadna nie chce paść w moje ramiona. Oślepne kiedyś z tęsknoty za nimi, za tym uosobieniem piękna i milczenia, i wielkiego spokoju, którego we mnie nie ma. Przez moją twarz przechodzą burze, dlatego krzyczę. Nie zawsze, czasami. Wyrzucam z siebie wszystko co mi powiedziałeś i co przemilczałeś, wszystko, w co wierzyłam i nigdy się nie spełniło, wszystko, co zalega głęboko na dnie i sprawia, że czernieje mi serce, zamiast płonąć soczystą czerwienią. I przez chwilę czuję, że mogłabym być kamieniem i litościwie oświetlać twarze niespokojnych, tęskniących, zbolałych; takich, którzy mają oczy aniołów, dlatego inni biorą ich za ślepców. Niejeden ślepiec dobrze znał krętą drogę. Moje oczy są zbyt jasne, by dobrze widzieć w ciemności (takie dał mi Bóg), więc wracam do ciebie po zapachu, przez noc, raniąc dłonie i stopy o twoje słowa, rzucone we mnie jak kwiaty. Śpisz tak spokojnie, gdy znowu tu jestem. Nim zasnę, spróbuję jeszcze raz zrozumieć, ukoić myśli pędzące na rydwanach, oszalałe dzikie pragnienia, które nie pozwalają mi w nocy spać i oddychać Twoim oddechem, jak być powinno. Rozpaczliwie spróbuję, jeszcze jeden raz, już ostatni, kolejny raz.
kategoria:
zmyślne przemyślenia
Komentarze (0)
2009-05-03 22:29
Zastanawiam się czasem, dlaczego jeszcze tu siedzę, kiedy dłonie takie pusto-pełne. Bóg spogląda z góry, przekrzywia głowę na bok (ubrana w czerwone szpilki) i szepcze: non credis? mihi? amico tuo? na co ja, że przecież się nie znamy, a ten taniec lunatyków jest zbyt skomplikowany, ja nocami potrafię tylko wisiec na drzewach i sączyć wino. to takie pójście na łatwiznę, droga ciemniejsza, lecz mniej kręta, choć żadna z nich nie prowadzi do celu: co dzień zmuszam siebie do przyjęcia pozycji na kształt pionu, namalowania oczu na nakrapianym płótnie i idę tańczyć, a otarcia na kostkach przypominają o niemym bólu życia. i gdzie tu logika? non credis? ależ ja mam rację. no, może tak siedemdziesiąt pięć setnych racji. ecce ego. tota tua sum. i gdzie tu logika?
kategoria:
zmyślne przemyślenia
Komentarze (1)
2009-05-02 20:26
tyle chciałabym napisać, ale nie moge niczego konkretnego z siebie wydusić. tyle myśli sie we mnei kłębi. ciśnie do palców.. tak chciałabym oddać, to co czuję najdokładniej jak mogę, ale problem tkwi w tym, że nie mogę. fuck!! chyba muszę się udac do jakiegoś specjalisty tudzież coś w ten deseń, bo czuje, że moja psychika nei wytrzymuje już... ja się boję, że on tam będzie...;( smutno mi, tak bardzo mi smutno i samotno...
kategoria:
użalanie się
Komentarze (0)
2009-04-19 17:51
"– To chyba nie fair. – wzruszył ramionami, ale w jego oczach żarzyły się iskierki buntu.
kategoria:
wywnętrznanie się
Komentarze (0)
2009-04-12 21:59
taniec wypełnia me ciało, me serce, mą duszę. we mnie całej jest taniec. cała jestem tańcem. gorące latynoskie rytmy- jednak to jest właśnie to, w czym nam najlepiej. chociaż oboje jesteśmy w swych ruchach dość nieporadni, to idzie nam świetnie. nie przeszkadzają nam tysiące par oczu w nas wpatrzone. nasza publika. anioły i nietoperze. biją nam brawo, ale też skrzętnie się uśmiechają z nutką ironii ukrytą w kącikach ust. ale nam to nie przeszkadza. to nasz żywioł. to nowi my.teraz to nasze nowe stare śmieci. taniec nas połączył. i póki będą siły będę w nim trwała trzymając się Ciebie kurczowo. gdy tak bujamy w się czuję wezbrane morze wokół mego serca. fale rozlewają po mym ciele endorfinę pomieszaną z substancją, która działa wprost proprcjonalnie odwrotnie do tej pierwszej. jojć! dzieje się ze mną i we mnie coś bardzo niedobrego. kręcę sie wokół jednego na miliony sposobów. świadczy to o tym, jak bardzo się zagubiłam w tym świecie i w tej dość popularnej grze zwanej życiem. niekontroluję siebie. aż wstyd przyznać. to co zamierzam dnia jednego na drugi dzień upada z wielkim hukiem. nieukrywam, że pewnie jkaiś udział w tym mają pszczoły, które ostatnimi czasy dość często obok mnie się kręcą dostarczając słodyczy miodu i łechcząc swymi niezgrabnymi skrzydłami drobne elemenciki mego i tak już popapranego życia. ścieżki mego życia do tej pory udeptane przecinały jedynie te, które istaniały w mej głowie i to tylko wówczas, gdy wypuszczałam je na spacer. to wszystko mnie przerasta. to moje ciągłe uczenie się ciebie na pamięć.. na pamięć. i po co i na co mi to wszytko? z żółtego kubka sączę radość. tyle sie przecież z tym wiąże. tyle wspomnień się na nich wyryło. a oprócz tego, że moje życie emocjonalne przechodzi burzliwy okres, to i życie obok którego staję się burzy i wzbiera nieszczęsciem. już niebawem przeleje, gdyż nie będzie w stanie tego wszystkiego w sobie pomieścić. brodzę w błocie brudząc moje nowe szpilki. czemu, ach czemu nie wzięłaś dzisiaj trampek? prezcież one wygodniejsze i na problemy akurat.. tak bardzo chciałabym móc napisać to, co na prawdę się dzieje u mnie, we mnie, obok mnie. ale nie mogę. ot co, nie mogę! okrążam te zdarzenia wielkimi okręgami jedynie po to, by pisząc/wyzbywając się ich móc wyrzucić z siebie te całe emocje a zarazem nie odczuwać tak wielkiiego ciężaru..
kategoria:
wywnętrznanie się
Komentarze (0)
2009-04-06 23:52
Do mojego organizmu zdecydowanie za dużo się endorfiny przedostało.dzień zapowiedziany wczoraj jako zerwanie z dotychczasowymi pragnieniami obrócił się o 400 stopni. wszystko było zupełnie inne niźli myślałam. nowe nadzieje zostały rozbudzone. nowe anioły nade mną latają. nawet nietoperze sie przebudziły. ale to nie przez nasz taniec. my byliśmy ostrożni. tańczyliśmy cicho. zdjęłam szpilki. zdjęliśmy ubrania. dwie różne istoty zlewały sie w jeden bozy stwór. a ja ciągle uczę się ciebie na pamięć. mimo woli. ale idzie mi dobrze.bardzo dobrze. wiesz? dziękuję za ten dzisiejszy taniec. zadał mi tyle radości co i smutku i bólu.ale wiesz? lubię ból. ale wiesz? lubię cierpienie.. lubię jedynie wówczas, gdy pochodzi od Ciebie, Ty złodzieju wszechczasów. Wiesz? wiecie? przecież jestem normalna.taka, jak byłam. nie zakochana. jestem normalna, tyle, że po prostu rozluźniłam swoje jestestwo względem JEGO. tak.dobrze mi z tym.lubię chwile, kiedy jak kofeina na mnie działasz. usypiasz, uspokajasz.. ale kocham momenty, kiedy to wzbudzasz we mnie skrajnie dzikie emocje, których godzinami nie mogę poskromić.. dziękuję. dzisiaj pierwszy raz zasmakowałam tak prawdziwie kawy. anioły mówiły, że to jest niebiańskie uczucie. myliły się. chce się mi spać..chcę zasnąć, bo wiem, że dzień jutrzejszy będzie również piękny. jutro zatańczymy nowy taniec. tym razem na ścinie po prawo. rozścielimy po nasze bose stopy śpiwór. będzie nam miękko. tym razem przygrywać nam będzie italiano disco. zatracimy się w tańcu. zaszalejmy. będziemy godzinami wić się w radosnej agonii rozkoszy.. taniec..napawa do życia.może tak zaprosimy i anioły? może tak zaprosimy i nietoperze? w końcu muszą się pogodzić i .. i zakochać w sobie, bo przecież są tak do siebie podobne, a jednocześnie tak obce.. zupełnie jak my. jak listek na wietrze drżę teraz. nie z zimna, bo tego już dawno nie czułam.drżę z radości? nie, to nie jest radość.to inne uczucie. to jedynie moja najwierniejsza przyjaciółka- Głupota. włosy i bluzka pachną mi mężczyzną. ale dlaczego? przecież.. czy to możliwe..? czy wyobraźnia aż tyle jest w stanie zdziałać? tak, powiedz, że tak..albo nie! powiedz, że nie ..! że to nie wyobraźnia, a realia życia.że to się zdarzyło naprawdę, a nie jedynie w mojej głowie.. ach..tak chciałabym.. a my znów tańczymy na suficie moich marzeń. wydeptujemy dla mych marzeń coraz więcej przestrzeni.. sami ją prowokujemy.. czemu mi to robisz?! patrząc na niebo nie widzę nic...
kategoria:
wymarzone marzenia
Komentarze (0)
2009-04-05 22:46
każdej nocy okrywam Tobą me ciało. jest mi tak ciepło, tak dobrze, tak przyjemnie. tylko anioły w mym czynie widzą niegodziwość czynioną do tej pory przez nietoperze. wiesz? chciałabym potańczyć na suficie. teraz. z tobą. w rytm gorących latynoskich dźwięków.. i zaraz potem przejść lekko, bezszelestnie do tanga pełnego zmysłowości i uczucia..a tuż potem chciałabym zatonąć w Twych ramionach najzwyklejszym tań-cu-przy-tu-lań-cu..
kategoria:
wymarzone marzenia
Komentarze (0)
2009-04-05 14:32
Nocne siedzenie na brzegu biurka nabiera nowego znaczenia. Myśli o każdej porze dnia przyjmują zupełnie inną formę... Mają puste spojrzenie i hipnotyzują barwą swojej tęczówki...
kategoria:
wywnętrznanie się
Komentarze (0)
2009-04-04 19:11
Kochać jest łatwo. to, można powiedzieć, jak z samochodem: wystarczy włączyć silnik, dodać gazu i wyznaczyć sobie cel podróży. ale być kochaną to tak jak przejażdżka z kimś innym, jego samochodem. nawet, jeśli uważasz tego kogoś za dobrego kierowcę, zawsze pozostaje ten podskórny strach, że może się pomylić, a wtedy w ułamku sekundy wystrzelicie oboje przez przednią szybę na spotkanie śmierci. być kochaną może oznaczać największy koszmar. Bo miłość to rezygnacja z panowania nad własnym losem. a co się stanie, jeśli w połowie drogi postanowisz zawrócić albo skręcić w bok, a nie masz na to jako pasażer żadnego wpływu?
kategoria:
użalanie się
Komentarze (0)
2009-04-04 14:01
Noc okazała się zbyt trudna, dzień tchnął niepokój w nozdrza coniektórych ludzi. w jej zresztą też. nie ma sprawiedliwości na tym świecie. księżyc- samobójca, powiesił się na niebie. [ponoć panuje moda na samobójstwa, paski niemodne, toteż gąsienice pochowały się w ziemie]. a C i e b i e w c i ą ż t u n i e m a , c i ą g l e i t r w a l e , w c i ą ż C i ę z a m a ł o . T w e j o b e c n o ś c i . j a b o j ę s i ę , ż e n a u c z ę s i ę ż y ć b e z C i e b i e . . . brak zaangażowania, chęci, słów przekładających się na czyny, czułości, zlitowania, troski, odkupienia, Twoich odcisków na moich ubrankach, Twoich ust na moich szklankach, Twoich dłoni na mym parapecie, tak mało mi Ciebie. brak tego wszystkiego jest jak gwóźdź do tej cholernej trumny. czasem mam wrażenie, że świat sobie ze mnie kpi. ludzie i Ty też. a może gwóźdź nie do trumny, ale drzwi. najlepiej tych bardzo starych, kolorowych, z nieco odrapaną farbą i licznymi rzeźbieniami.. kurcze, jakiekolwiek no, byleby miały klamkę!
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-04-02 21:50
nienawidzę tego człowieka i jego niesprawiedliwości, swojej nieudolności, i tego, jak bardzo głęboko może mnie dotnąć głupim słowem, jak bardzo skaleczyć.. i na dodatek ten wiatr wywiewający ciepło spod płaszcza, a Ciebie nie ma tu i nie ma mnie kto schronić, ogrzać i pocieszyć, że jednak mogę znaczyć coś oprócz tego przeklętego 'po najmniejszej linii oporu' a człowiek się stara, gubi naskórek i siwieje szukając, wykuwając w marmurze mózgu bezsensowne zdania, które nijak mu w życiu nie pomogą. nienawiści nienawidzę. nienawidzę nienawidzić.
dziś mi jakoś wszystko smakuje kredą, struktura papieru nie zadziwia, a wiatr jest tak zimny, że czuję to najdotkliwiej za mostkiem. choć tam dzieje się coś dziwnego z częstotliwością Twoich kroków, gdy sobie wspominam wspólnie spędzony czas w kolorze sepi. Jak słodki deszcz wspomnień, Twoje (moje ukochane) dłonie mogły zakreślić nam dom.
nachodzą mnie wizje leżenia w łóżku i przespania tej wiosny, która wgryzła mi się w usta, podrapała już korę i przez nią pękają mi paznokcie, a szklanym lalkom oczy. monotonność ukołysała mnie do-nic-nie-robienia, leki działają podobnie, a tu tysiące dat ma mi wejść do głowy, choć bronię się przed tym z całych sił. jestem bardziej blada, niż zwykle, a motywacja gdzieś chleje po barach i ma mnie totalnie.. gdzieś. pasja tworzenia skuliła się za prawym kciukiem i obie teraz czekamy na lepsze czasy wyścielone słońcem, bo w przeciwnym razie sama nie wiem. z cytatu 'po prawej miękka jak sen' dudni mi w uszach sen sen sen i opcjonalnie po prawej, bo teraz tam mam łóżko.
życzę nam prostych liter w piwnicach i na dachach, bo tak potwornie trzęsą mi się ręce. stoicyzm łez na nie-do-koń-czo-nym-pa-ra-pe-cie. ślady palców i falbanki rzęs wśród szyb etnicznego okna.
cicho sza! bóg się krząta i tłucze kieliszki, litry wódki leją nam się z nieba, a mnie się tęskni za prawdziwym bogiem, bo ten nie ma u mnie autorytetu. chciałabym się umieć modlić do tego prawdziwego, z tym naszym jestem na ty. wkurzają mnie te kolokwializmy i czasem brak własnego zdania, choć próbuje dać sobie przestrzeń na przyszłe lata, by móc je zapełnić życiem. narazie nie brak mi wiary, to hormony sprzyjają. sami widzicie, boga nie ma, a dziś jestem mistrzem w obalaniu [własnomóżdżnie?] tez.
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-04-01 21:54
[w kącikach ust zasnął uśmiech, zaciągam się spokojem na wspomnienie tego-niby-życia, bo życie nie jest takie pięknie. to musiało być coś więcej. ] dziś potwierdziło się to, czego się obawiałam, ale z drugiej strony na to czekałam. jedziesz. straszne! ale może tego właśnie nam trzeba? może właśnie tego mi trzeba? może tego właśnie trzeba...! z jednej strony cieszę się wielce, z drugiej ubolewam strasznie. czuję się jak tkanina rozdzierana na części. moje jedwabiste ciało snuje się niczym szmata z taniego ciuszka. nitka. nitki. one moje. one mną były. teraz każdą z nich mi zabierają. niekiedy pozwalają łączyć się w grupy, pary, ale razem następnym bezdusznie rozdzielają najbardziej zgrane me fragmenty. takie życie rzec chciałoby się. życie. bóg. on jest jego dawcą. a podobno jest miłosierny i dobry. a może to rozdzieranie i odczłowieczanie mnie właśnie jest takie humanitarne i takie najlepsze..? tak bardzo chciałabym powiedzieć ci. tak bardzo chciałabym pokazać ci.
a może to i lepiej? a może tak najlepiej? a może..!
jak się losy potoczą? czy będzie nam dane? czy każda nitka z mego ciała będzie na samotną egzystencję skazana? a... a ja... a ja tylko... a ja tylko chciałabym... a ja tylko chciałabym tak... a ja tylko chciałabym tak po... a ja tylko chciałabym tak po człowieczemu tak kochać i kochaną być, tak miłować i być miłowaną, zostawiać ślad na pościeli, oglądać, dotykać, wielbić twój ślad, tak dotykać i dotykaną być, tak czuć zapach i zapach rozsiewać...
[słowa mentalnie nieprzystępne
7cac7fc78377cf9e192e5e99756ed88a
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-04-01 21:38
lunatycy naszeptali mi tej nocy tyle, że głowa boli mnie niemiłosiernie. nietoperze też się nie zlitują, bo głupie. nie mam nic sensownego do przekazania i odechciało mi się już zbawiać świat. zastanawiam się, czy przyczyna leży w kawie, której nie pijam, za mało tańczę, czy widzenie świata skrzywiła mi często wydzielana endorfina? nie do was te pytania, do boga też nie. [między nami, upadł ostatnio i trochę mu się poprzewracało. jak narazie- niekoniecznie na dobre]. z dziecięcą beztroską miękkimi dłońmi odkrawasz kawałek jabłka. nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale światło dziś tak pięknie tańczy.. trochę nie bywam sobą. brzmi mało wiarygodnie, ba! nieprawdziwie, ale tak to już jest, gdy lubi się patrzeć na zachody słońca [lubiłoby się patrzeć też na wschody, gdyby bardziej nie pragnęło się spać]. toteż zaistnieję tu, i ówdzie zresztą też, jako taka mało wiarygodna osóbka, która lubuje się i w trampkach i w szpilkach[tylko patrzeć]. w tych pierwszych zwłaszcza, gdy są długie i mają dziwaczne sznurówki. zostawmy temat etatowych sadystek, bo teraz płyną nurty słów i lepiej, żebym gdzieś to odnotowała, bo jutro sobie wierzyć nie będę. teoretycznie mogłabym teraz kąpać się w wódce. teoretycznie moglibyśmy siedzieć na dachu pijąc szampana. teoretycznie pozostawmy filozofom. tzn tym wykształconym magistrom. [w moim odczuciu te dwa słowa trochę się kłócą, ale to też zostawmy]. my jesteśmy tanimi filozofami. pseudofilozofami. popijamy wodą pseudoefedrynę, choć mamy nadciśnienie oraz górnolotne NAD leżąc na podłodze nie-powiem-dlaczego-bo-nie-ma-dwudziestej-drugiej. lubimy paradoksy. lubimy.
kategoria:
zmyślne przemyślenia
2009-03-31 23:26
Myśli pojawiają się znikąd i znikają, jakby nigdy nie zaistniało to niezwykłe ukształtowanie słów. Przezroczystość naszej skóry warunkuje tlen. ...a my tak łapczywie wdychamy O2, które równie uparcie, co ludzie, łączy się w pary. udoskonalmy komórki pierwiastkami ziemi, kobiecość czerwoną pomadką.
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-03-30 23:13
Czasami człowiek po prostu nie daje rady. Zapada się pod nim grunt przysypując go toną piasku, który uniemożliwia mu wydostanie się z niego. Towarzyszy mu wtedy tylko ogromny ból i bardzo dziwne uczucie takie przepełnione i zarazem puste. Tak samo puste jak moje wnętrze. Zamykam oczy i czuję jak samotność przytłacza mnie swym ciężarem. Tak naprawdę nikogo to nie obchodzi. Was też. To nic, przyzwyczaiłam się. Niektórzy mówią, że ich mój los obchodzi, ale to tylko słowa. Dowodem na to jest kolejny samotny wieczór, zresztą jak cały tydzień, miesiąc, rok Uwierzcie mi, że łatwiej jest kochać za dwoje niż mieszkać w jednym, pustym, szarym , dusznym pokoju. Dusze się tu, ale mam w zwyczaju nie pchać się tam, gdzie mnie nie chcą. Zresztą przebywanie w towarzystwie, gdzie nikt Cię nie zauważa, a Ty nie czujesz się sobą nie ma sensu, przytłacza jeszcze bardziej. Nie cierpię tej strugi łez. Och, jak ja jej nie cierpię. Już nie pamiętam kiedy po raz ostatni czułam się naprawdę szczęśliwa. Życie wspomnieniami nie ułatwia mi niczego. Gdybym miała pewność, że tuż za rogiem czeka na mnie ktoś, kto poda dłoń, przytuli, powie ciepłe słowo- byłoby mi lepiej...
kategoria:
użalanie się
2009-03-30 23:04
Boję się.
kategoria:
wywnętrznanie się
2009-03-30 21:07
Pochmurne czoło, przymrużone (jak u kota) oczy, uśmiechu brak... Odkryłam w sobie szaleństwo ;) Odkryłam siłę, może nawet trochę podłości, bardzo człowieczego uczucia satysfakcji, gdy ktoś upada a Ty możesz stać nad nim i patrzeć na ten jego marny los, nawet gdy był Ci przyjacielem... Jakie to ma znaczenie? To już nie ma żadnego znaczenie... To jest świadome użycie czasu przeszłego... Siostrzyczko - tak mi przykro, że we mnie umarłaś... Tak, łatwiej uwierzyć w śmierć, niźli w to, że byłaś w stanie zmienić się w typ człowieka, którym swego czasu tak gardziłaś, którego nienawidziłaś.... Tak nisko upadłaś, a ja nie podaję pomocnej dłoni ludziom, którzy na to nie zasługują.... Siostrzyczko, wysłałam Ci najpiękniejsze błogosławieństwo jakie tylko można komuś ofiarować, a ty odpłaciłaś mi kłamstwem i złamaniem przysięgi... Nie mam komu wybaczyć, dla mnie nie istniejesz, już nie... Musiałam napisać coś na ten temat. To wszystko mnie przerasta. Czy po tym wszystkim będę jeszcze zdolna kiedykolwiek uwierzyć w przyjaźń...?
kategoria:
użalanie się
2009-03-29 21:50
Chciałabym móc oddać w pełni to, co czuję. Niestety nie jestem w stanie tego spełnić. W mym życiu tyle się dzieje i zarazem jest wielka olbrzymia pustka. Za bardzo się wszystkim przejmuję, zbyt wiele do siebie na serio biorę, za bardzo się do wszystkiego przywiązuję, jestem wygłodniała bliskości drugiej osoby. Nie mam tu na myśli bliskości fizycznej [chociaż marzę o tym, by móc zatopić się w męskich ramionach]. Mam tu na myśli fakt, iż potrzebuję osoby, z którą będę mogła pogadać o wszystkim. Potrzebuję osoby, której będę mogła opowiedzieć moje najdziwniejsze sny. Potrzebuję osoby, z którą będę mogła godzinami zachwycać się na d zdrowotnymi właściwościami krowiego łajna... W sumie, to chyba mam taką osobę. Ale... No właśnie, jest jeszcze to jedno, małe ogromne ale... Nigdy mi nie dogodzi... Chciałabym mieć w sobie tyle wiary i siły, by powiedzieć komuś coś. Coś, o co siebie podejrzewam. Może wtedy wyda się, że to nie jest prawdziwe mocne uczucie, a tylko jakieś przelotne zauroczenie wynikłe z powodu okazjonalnego zbliżenia.... Ich habe keine Anung! Czy można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało? Czy można śnić o dotyku, nieziemskich doznaniach, nie zaznawszy ich? Znaczy się, inaczej zapytam, czy można przeżywać w śnie coś, czego w realu się nie przeżywało? Czy jeśli już w normalnym życiu do czegoś takiego dojdzie, to to będzie tak samo silne? Czy te doznania może będą nawet silniejsze? Fuck!! Dlaczego w głowie mej tyle pytań? Dlaczego w duszy mej tyle niepewności i wahań? Dlaczego serce moje z rozumem nie mogą dojść do konsensusu? Dlaczego?!?! Nie pomagaja mi wspólnie spędzone chwile, wręcz przeciwnie, dają zludną nadzieję. Bolącą nadzieję. Radują czasami swoją intymnością, skrytością i prostotą... Z drugiej strony, kiedy nei ma tych chwil jest mi jeszcze gorzej, bo czuję odtrącenie, smutek, brak zainteresowania, które tak dobrze niekiedy mi robi... Tak chciałabym, zę by to wszystko sie już wyjaśniło. By te moje nadzieje nie zabijały mnei od wewnątrz... Dlaczego jestem taką cholerną romantyczką? Dlaczego postawiłam an miłość w życiu zamiast na karierę zawodową? Dlaczego tak bardzo chcę stworzyć prawdziwą, szczęśliwą, kochającą rodzinę, której sama nie mam?
kategoria:
wywnętrznanie się
Komentarze (0)
2009-03-23 00:11
Ktoś trzyma Cię za rękę?
kategoria:
Ogólne
2009-03-21 18:35
Tak sobie ostatnio myślę, że świat stał się nie rzeczywisty, nie realny w swojej realności. Wirtualna rzeczywistość wtargnęła w rzeczywistość dnia codziennego. Zaczynamy gubić się, mylić, co prawda a co fałsz. Wszystko jest niby normalne, rzeczywiste i prawdziwe, ale czy na pewno? Sztuczne kobiety, sztuczni mężczyźni, supermarkety, wszechogarniająca nas tandeta i komercja. Tracimy swoją osobowość, wszyscy stajemy się podobni do siebie, telewizja kreuje pewne wzorce, a my ulegamy, z pokora nie zadając żadnych pytań. Co z nami? Czy jednostka, osobowość,oryginalność po prostu stała się nie modna? Ulice zaczynają wyglądać tak samo, tacy sami ludzie w tych samych ciuchach, myślący o tym samym, oglądający to samo, kasa, bogactwo, uroda to wartości dzisiejszego człowieka. Nie ważne, co masz w środku, jakie masz poglądy, priorytety, ważne to, co w portfelu i jaka furą jeździsz.Sprzedajemy się i sprzedajemy nasze życie, bo taka moda, bo taki świat. Mówimy o człowieczeństwie, dumni jesteśmy z tego, a chodzimy jak małpy pochyleni bo może znajdziemy jakiś szmal na drodze. Dziewczyny zaliczają chłopaków, bo taka moda, nie ważne że same robią z siebie dziwki, że się nie szanują, ciało nie jest wartością stało się narzędziem do osiągnięcia wyższej pozycji. A faceci, niewieścieją tracąc wszystko, co było oznaka męskości, czasem któryś przyleje swojej kobiecie i wtedy poczuje choć przez chwilkę jak to jest być facetem, tak bo inaczej nie potrafi. Wszystko staje do góry nogami, miłość, wierność, wiara, przyjaźń, honor, to już tylko puste słowa, używane przez pustych ludzi w tym dziwnym świecie...
kategoria:
zmyślne przemyślenia
2009-03-15 21:57
Sama siebie wybieram. Każdego dnia, po trochu, tworzę siebie i przypominam, jestem i pamiętam. Jaka byłam. Jaka jestem. Różnie - a jednak bardziej podobnie niż zdawałabym sobie sprawę. Niż będę chciała przyznać - niż właśnie przyznaję ;P .
kategoria:
zmyślne przemyślenia
2009-02-28 19:41
Nagle pewna osoba zwiastuje mi normalność. Ktoś podobny do mnie i na tyle inny, by mnie zaciekawić. Sporą ilość czasu był obok i nic, a jakoś tak nagle nasz kontakt nieco się zmienił, pogłębił. Często jakoś tak bez słów. Ciche gesty, spojrzenia, uśmiechy. Nie wiem jak mam to odbierać. Nie wiem co mam o tym myśleć. Na pewno martwię się na zapas, na pewno podkoloryzowuję sobie rzeczywistość na własny użytek, na pewno to tylko moje domysły, pragnienie, by czuć się ważną, istotną, chociaż dla tego jednego kogoś.
kategoria:
Ogólne
Najnowsze wpisy
|