2009-07-20 00:01
 Oceń wpis
   

Od ponad miesiąca pierwsza samotna noc. Od ponad miesiąca pierwsza noc bez Ciebie. I chociaż się chwilę temu widzieliśmy- ja już tęsknię i gdyby nie fakt, iż jestem zbyt zmęczona na łzy, pewnie lałabym ich całe strumienie i kolejna powódź nawiedziłaby nasz kraj... Wiedziałam, że uzależniasz, a mimo to nie zrezygnowałam. I mam, co chciałam noc parzysta, nieprzejrzysta. i te kroki.. w rytm oddechów przyśpieszonych, niemiarowych. słowo definiowane nie może zawrzeć się w definicji. mały grzech i demon zjawiska nadprzyrodzonego w krągłościach kobiety. kusicielka losu, zataczanie kręgów. już wiem- jesteś przecinkiem. och, cudzysłów byłby piękniejszy, metafory [zwłaszcza te wyszukane] od zawsze były lepiej przyjmowane przez społeczeństwo. my jesteśmy młodzi i udajemy błędy, jak przystało na cywilizowanych obywateli medii dualistycznych. teraz poeci wysyłają swoje dzieci w brudny kraj, czytujemy strofy w 'Komputer i świat' czy jakoś tak. mówię, że grzmi, a to burczenie w brzuchu. kolejna noc nieprzespana. noc na tak, wbrew logice i wizualnemu odbiorowi wciąż powtarzającej się partykuły 'nie'. zaprzeczenia we mnie. nie wzdłuż linii zer i jedynek...
Już za parę godzin znów Cię zobaczę. Znów będziemy razem. Znów będziesz obok mnie. Znów będę mogła się zatracić w Tobie i zanurzyć się bezdennie w Twych oczach. Kocham Twój dotyk i kocham Cię dotykać. Właśnie Ciebie kocham. Nadal uczę się Ciebie na pamięć, bo nie idzie Cię rozszyfrować. Jesteś jak labirynt, z którego ja w stanie wyjść nie jestem. Nie mogę i nie chcę.
Zamykam oczy, by móc ujrzeć Cię w ciemności. Zamykam oczy, jestem spokojniejsza, widzę w niej Twój uśmiech, słyszę słowa, czuję dotyk. Otwieram oczy, tak bardzo powoli, a Ciebie obok nie ma...

kategoria: wywnętrznanie się


2009-05-17 22:06
 Oceń wpis
   

kolejny wieczór, kolejna noc. znów sama.
 będę się wiła w miękkiej pościeli.
wtulona w poduszkę z modlitwą.
pod powiekami będę miała twą twarz..twój uśmiech, twoje oczy...
 a na mych ustach będzie imię twoje...
 modlę się, by skończył się ten czas, kiedy ciebie nie ma przy mnie.
by skończył się mój samotny sen.
proszę, by taki sen nie miał więcej miejsca
 i mimo, że twego świeżego wspomnienia brak
 czuję ciebie, czuję twój zapach, twój dotyk.
czuję ciebie całego na mym nędz-no-mar-nym ciele.
marzę, byś był ze mną tej nocy.
 bym nie musiała jedynie o tobie śnić.
 chcę, by te moje sny przemieniły sie w jawę.
byś leżał obok mnie
bym leżała w ciebie wtulona
 byśmy byli pogrążeni w wspólnym śnie...
 przy tobie zawsze zalewa mnie gorące ciepło..
aniołom nie podobają sie nasze poczynania..
nietoperze chcą wciąż więcej i więcej..
 uzależniasz, wiesz?
 i aż sie prosisz o przedawkowanie

nie chcę cie zagubić...

nie chcę cię stracić wraz z nadchodzącym dniem...

 

kategoria: wywnętrznanie się


2009-05-16 22:57
 Oceń wpis
   

Będziemy czytać  wiersze i palić świeczki.
Będziemy rzucać myśli w grząski grunt i brukować go złotym domysłem.
Będziemy tworzyć, a stworzyć możemy wszystko, co tylko chcesz.
Powiedz słowo, słowo ma moc tworzenia, stworzymy na podstawie słowa cały świat ulepiony z imaginacji i szaleństwa, gdzie zasięg Twojego wzroku nie zapędzi się w żadną noc.
Jakie będzie Twoje słowo?


Przywykłam do ciebie, wiesz? te dwa wieczory dostarczyły mi niesamowitej dawki szczęścia.
starczyło mi do dzisiejszego wieczora, dopóki to nie uświadomiłam sobie, że dzisiaj twojej cielesnej strony ze mną nie będzie...
żyłam godzin kilka wspomnieniami... dawałam radę, wiesz? później nietoperze przyniosły mi piżamę.
spowita w jej kajdanach przywoływałam wspomnienia.
wiesz? nadal nie wiem czy to zdarzenie tamtego dnia się mi najzwyczajniej w świecie nie przyśniło...
od tamtego dnia poczęła się nowa odmiana mnie, nieco radosna, chętniejsza do życia, bo tuż obok nietoperzy i aniołów jesteś teraz ty.
a właściwie oni są obok ciebie.
kiedy na myśl przywodzę te nic-nie-zna-czą-ce muśnięcia dłońmi, nogami...
te spojrzenia.. zalewa mnie fala gorąca..dzieje sie ze mną nie-wy-tłu-ma-czal-ne-me-dycz-nie zjawisko...
pogrążyłam się w pięknych i zarazem raniących wspomnieniach...
to jest jak choroba i na nią lek...
ból łagodzą wspomnienia, które z kolei wywołują ból, który w stanie ukoić są tylko wspomnienia,
które ranią, a na tę ranę najlepiej nałożyć nową dawkę wspomnień...
później rozmowa...
i ten twój smutny, zmęczony głos.. tak chciałabym być ukojeniem w chwili zmęczenia...
'znowu czytasz mi w myślach. niedługo nie będziemy potrzebowali słów, żeby rozmawiać...'
napawam się tym zdaniem...
skacze ono po każdej części mego ciała..
porusza każdy nerw, odwiedza komórki już dawno zapomniane...
delikatnie pieśni me zmysły i moje serce w rytm granej przez anioły na nie-to-pe-rzas-tych-wą-sach melodi...
gdy jesteś ze mną...
gdy o tobie myślę...
nie mogę pozbierać słów w poprawne zdania...
tak chciałabym poczuć teraz twój zapach...
tak chciałabym poczuć teraz twój dotyk...
tak chciałabym poczuć teraz twój wzrok na sobie...
tak bardzo...
przywołuję twój obraz z mojej pamięci...
i uczę sie ciebie od nowa..
od nowa uczę sie ciebie na pamięć.
gdyby nie to, że sny nie pozwalają mi spać, już dawno śniłabym o tobie.
o nas...
jakaś niewidzialna [jeszcze!] dla mnie moc ciągnie mnie ku twej stronie, w twoim kierunku, ku tobie...
ale za cholerę nie wiem co to i dlaczego...
 

kategoria: wywnętrznanie się


2009-05-16 10:24
 Oceń wpis
   

 

 


Śnisz się mi. A najwyraźniej śnisz się moim dłoniom. Pełne obaw i błękitu są te sny.
Pełne ciepła ciała, które odchodzi, znika za zakrętem, oddala się kilometr za kilometrem.
Każdy kilometr jest ciosem w samo serce, jak strzały złośliwego amora, który wymieszał miłość z jadem.
Ten jad to każde słowo, którego nie słyszę i uśmiech, którego nie widzę, i gest, który mnie nie dotyka.
Tak mi się śnisz, jakbyś był jesienią - pełną zimnych wiatrów, choć barwy masz gorące. Śnisz mi się dotkliwie, boleśnie, na wylot mi się śnisz.
Dlatego leżę na łóżku, a godziny niosą mnie w noc. Długo nie zamykam oczu. Przychodzą minuty...
czasami się zastanawiam o czym myślisz, gdy na mnie patrzysz? Co czujesz pod palcami, kiedy mnie dotykasz?
Jakie tajemnice chowa cień twoich rzęs? Czy są takie ścieżki Twoich myśli, na których nigdy nie byłam?
 Myślę o tym czasami... często, coraz częściej, odkąd odczuwam zazdrośc o każdy twój uśmiech nie przeznaczony dla mnie.
 
 ...powoli, nieubłagalnie nadchodzi noc. Świetlisty książę opuszcza swój tron i drwiąc, zaszywa ludziom oczy.
 Nocne zwierzęta uciekają przed nim w mrok. Pająki czczą go srebrzystymi pajęczynami,
 a nietoperze śpiewają pieśń pochwalną na jego cześc. Nocne marki budują mu ołtarz ze snów, dymu papierosowego i ciszy.
 Czekają, aż nadejdzie i dotknie ich żrenic smukłymi pacami, by mogli widziec przez mrok. Lecz samolubny książę omija te domostwa,
 gardząc wznoszonymi doń modłami. Od wieków sam trwa na nieboskołonie, sam doń wraca -  na kamienny tron orbitujący wokół nas,
 wielbiony przez poetów, wiedźmy i zakochanych.
To jego królestwo i jego więzienie. Na niebie pojawiają się strażnicy pełni światła za każdym razem, gdy powoli i nieubłaganie nadciąga noc...



2009-05-13 23:45
 Oceń wpis
   

Dzieje się coś magicznego. Powietrze pachnie jakby inaczej. Może to z głodu. A może po prostu to głód. Ciężko stwierdzić. Po prostu coś wisi w powietrzu. Oblepiająca mnie masa zmieniła się w klarowne myśli. Coraz trudniej przychodzi sen, przeganiany przez dziwne obrazy, które chcą się opowiedzieć. Czasem mam ochotę biec, a czasem mam uczucie, jakbym własnie zaczęła normalnie oddychać. Noc woła, noc budzi, noc kłamie, a ja słucham tych kłamstw. Dobrze je znam. Sama je napisałam.
Niech orkiestra gra!
... a potem każdy gest stanie się słowem spływającym potem, gryzącym wargi, ostrym wykrzyknikiem na aksamicie nocy. Otulisz mnie zdaniami układającymi się w niewypowiedziane obrazy, pulsujące w gorącym rytmie naszych żył, w bezkresnym tańcu ud, który wznosi poza granice zmysłów. Przenikniesz pod skórę i będziesz tam żył, rósł i opadał, jak piersi targane spazmatycznymi oddechami, pełnymi ciebie. Rozłożysz moje włosy na prześcieradle i ułożysz na nich melodie tulącą nas do snu, rozpalonego do białości snu, pełnego rozkosznego bólu, gdy wbijam paznokcie w otwartą bramę twoich ramion...
 



2009-05-12 00:08
 Oceń wpis
   

Obawiasz się czegoś? Wszystko, co piękne, przychodzi z ciemności. Z ciemności przychodzi wszystko, co straszne.To, czego nie widzisz, ale co możesz poczuć (gorący ślad na twojej skórze). Obawiasz się czegoś? Masz tylko dwa strzały (po jednej kuli na serce). Nie pozolę ci utonąć w źrenicach moich oczu, choć to stamtąd pochodzi wszystko, co piękne. Wszystko, co straszne... To tylko jeden strzał - jeszcze ostatnie spojrzenie, ostatni oddech i już - wieczne wyłączenie światła i rozkosz moich dłoni. Nie obawiaj się, jestem, chociaż mnie nie widzisz. Od teraz na zawsze - mój.

Chcemy więcej słodyczy, więcej energii, więcej słońca, więcej życia, więcej nadziei, więcej słów. Chcemy znów krzyczeć, biegać wolno, upadać i znów się wznosic, chcemy topić smutki w alkoholu i palić więcej papierosów. Chcemy ciepłych nocy, ognia, deszczu, tańca, powietrza.A tu tylko spiralne schody, zimne mury, schematyczna wizja jutra. Balkony wyrastają na kamenicach jak grzyby. Pełno tam naszych oczy, zahaczamy się o nie, jak o schody do nieba. (Niech ktoś wreszcie skoczy). Czas na implozję wszechświata. Niech w końcu zamknie go ktoś w zegarze i zrzuci z wysoka, niech poczuje się tak, jak my.



2009-05-10 20:03
 Oceń wpis
   

może to ta muzyka, ale ostatnio często płacze. czuję ludzi przepływających przez palce; tulę do siebie puste dłonie, jakby przytulając Ciebie. a może to smutek po odejściu znienawidzonej zimy. w każdym razie mam dość. zakopuję się w pościel i wgryzam w nadgarstki, jakby to miało w czymkolwiek pomóc. przecież bezkresu nie można objąć. a ja tak bardzo chciałabym zaczerpnąć Ciebie.. Ty, mój tlen niemal nieprzerwanie od kilku lat lat. nie krztuszę się, gdzie tu sprawiedliwość, miało być po równo, ponoć takie są zasady. czego ja nie mam..? naszeptali mi do ucha porą późną, że lepiej odejść o krok, lub dwa od nabytych przyzwyczajeń. rzygasz mną? 'jak śmiechem się wymiotuje, wiesz?' co za ironia, coś ala łzy szczęścia, tylko wszystko na opak, na wznak. wygięte palce jak mydlana bańka, obręcz wokół słów, pewnie gotowych usprawiedliwień miliondwieście. tęczowość zanika. alecojawygadujeprzecieżtakiesłowonieistnieje.

Czasami muszę wyjść. Zostawiam Cię, gdy śpisz i długo idę przed siebie. Bóg mi dał zbyt jasne oczy, by widzieć dobrze w ciemności. Na niebie wiszą płonące kamienie. Przyciągają mnie do siebie, więc staję na palcach i wyciągam ręce, ale żadna nie chce paść w moje ramiona. Oślepne kiedyś z tęsknoty za nimi, za tym uosobieniem piękna i milczenia, i wielkiego spokoju, którego we mnie nie ma. Przez moją twarz przechodzą burze, dlatego krzyczę. Nie zawsze, czasami. Wyrzucam z siebie wszystko co mi powiedziałeś i co przemilczałeś, wszystko, w co wierzyłam i nigdy się nie spełniło, wszystko, co zalega głęboko na dnie i sprawia, że czernieje mi serce, zamiast płonąć soczystą czerwienią. I przez chwilę czuję, że mogłabym być kamieniem i litościwie oświetlać twarze niespokojnych, tęskniących, zbolałych; takich, którzy mają oczy aniołów, dlatego inni biorą ich za ślepców. Niejeden ślepiec dobrze znał krętą drogę. Moje oczy są zbyt jasne, by dobrze widzieć w ciemności (takie dał mi Bóg), więc wracam do ciebie po zapachu, przez noc, raniąc dłonie i stopy o twoje słowa, rzucone we mnie jak kwiaty. Śpisz tak spokojnie, gdy znowu tu jestem. Nim zasnę, spróbuję jeszcze raz zrozumieć, ukoić myśli pędzące na rydwanach, oszalałe dzikie pragnienia, które nie pozwalają mi w nocy spać i oddychać Twoim oddechem, jak być powinno. Rozpaczliwie spróbuję, jeszcze jeden raz, już ostatni, kolejny raz.



2009-05-03 22:29
 Oceń wpis
   

Zastanawiam się czasem, dlaczego jeszcze tu siedzę, kiedy dłonie takie pusto-pełne. Bóg spogląda z góry, przekrzywia głowę na bok (ubrana w czerwone szpilki) i szepcze: non credis? mihi? amico tuo?  na co ja, że przecież się nie znamy, a ten taniec lunatyków jest zbyt skomplikowany, ja nocami potrafię tylko wisiec na drzewach i sączyć wino. to takie pójście na łatwiznę, droga ciemniejsza, lecz mniej kręta, choć żadna z nich nie prowadzi do celu: co dzień zmuszam siebie do przyjęcia pozycji na kształt pionu, namalowania oczu na nakrapianym płótnie i idę tańczyć, a otarcia na kostkach przypominają o niemym bólu życia. i gdzie tu logika? non credis? ależ ja mam rację. no, może tak siedemdziesiąt pięć setnych racji. ecce ego. tota tua sum. i gdzie tu logika?

poronione dzieci szeptały jej w nocy bajki, by zasnęła szybciej.

mam w pokoju małe drzewo
kilka kubków naznaczonych odciskami, pare kropli słodkiej kawy
mam w pokoju napady histerii i głodu
zapach wieczoru unosi się niemiarowo, ochładza skórę i paznokcie
w głowie wykluły się na wielkonoc pomysły, raptem porcelanowa filiżanka, koronki, stary film; takie drobne kobiecości
zaczynam naznaczać ziemię wgłębieniami po bosych stopach

.. ja znów próbowałam nauczyć się Ciebie na pamięć.. na pamięć..

o2 i czytam my z mixera sexi i wolni a my tu pogrążeni w sobie i w wyżłobieniach lewej łyżki jak te pajace posłuszne sprężynie i wokulski coś o tym wiedział choć nie jestem pewna czy nie myle postaci przecież jestem tylko piegowatą ignorantką wiec szukam tych alternatywnych światów głównie ze względu zawiłe ścieżki uciekinierów a ja jestem jedną z nich i szczycić się nie ma czym bo choć noga podwinąć się nie może zawsze może podwinąć się ręka bo serce to takie oklepane prawo-rządcy poje-d-nani więc raczej nie spoglądam za siebie bo sypię sie w-pół i w-proch jak motyl uśpiony na zimę i dochodzę do wniosku że motyle bardzo wiele mają wspólnych cech z niedźwiedziami ale to dla was ignotus dla mnie właściwie też sens słów spływa na mnie tylko wieczorami i tylko podczas pełni gdy chmur jest tyle że nie widać luny na wysokości gardła ktoś palce splótł w pieść tyle że od strony introwertycznej wiec trudniej sobie poradzić z krwawiącymi ranami to takie powszechne nie radzić sobie takie banalne a przecież blizny nie mogą krwawić a jednak ona czasem scala się z łóżkiem albo raczej rzeczywistość zasysa w siebie dzień i wszystko krąży wokół ogólnego poczucia że nic się nie zmieniło innego końca świata nie będzie skoro pszczoły znów zbierają miód ach ta żałosna ignorancja nie-czy-ta-ją-cych-po-ez-ji to co innego powiedzą jak zobaczą apokalipsę i w którą wierzą nawet ich paznokcie a ja powiem że po dzisiejszej wyprawie wstecz zdecydowanie wolę powrócić na ścieżki uciekinierów choć właściwie wszechświat się zawęża wokół jednej głowy a ja się czuję jakby właśnie ktoś do niej wlazł i powtarzał kakao się skończyło na co ja że niemożliwe przecież kupiłam wczoraj a potem tylko szyderczy śmiech który okazał się być szlochem nieszyderczym



2009-05-02 20:26
 Oceń wpis
   

tyle chciałabym napisać, ale nie moge niczego konkretnego z siebie wydusić. tyle myśli sie we mnei kłębi. ciśnie do palców.. tak chciałabym oddać, to co czuję najdokładniej jak mogę, ale problem tkwi w tym, że nie mogę. fuck!! chyba muszę się udac do jakiegoś specjalisty tudzież coś w ten deseń, bo czuje, że moja psychika nei wytrzymuje już...

ja się boję, że on tam będzie...;(

smutno mi, tak bardzo mi smutno i samotno...



2009-04-19 17:51
 Oceń wpis
   

"– To chyba nie fair. – wzruszył ramionami, ale w jego oczach żarzyły się iskierki buntu.
Zaśmiałam się gorzko.
– Nikt cię jeszcze nie uświadomił? Takie jest życie.
– Chyba coś obiło mi się o uszy – przyznał chłodno."
czuję się niczym osamotniony księżyc- satelita, którego planeta wyparowała w wyniku jakiegoś kosmocznego kataklizmu. Mimo jej braku ignorując prawo grawitacji uparcie krążę wokół pustki po mej danwj orbicie. wdzięcznie towarzyszą mi anioły. moja dusza jest podziurawiona i nie mogę się nadziwić, że jeszcze się nie rozpadła. ból się pojawił i trwa ciągle. wydaje sie mi czasami, że z mego ciała wyrwano wszystkie najważniejsze organy, że mój tułó to jedna wielka rana o poszarpanych brzegach, pulsująca, niegojąca się mimo upływu czasu. zanim się w mym życiu tak rozgościłeś moje życie przypominało noc. bez-księ-ży-co-wą-noc. mrok rozpraszały jedynie nieliczne gwiazdy w postaci miłych i życzliwych ludzi. przeciąłeś to ciemne niebo niczym meeor. wszytko nabrało barw i sensu. ale kiedy tak znikasz z mego zasięgu meteor skrywa sie za horyzontem, znów panują ciemności. wszystko traci sens. nie widzę żadnych gwiazd. jest ciemność. ciemność mnie woła, ciemność. wszystko traci sens. jak to w życiu bywa, moje oczy przyzwyczają sie do ciemności. i tutaj tkwi cały problem. jakoś na chwilę obecną mi to nie wychodzi. zastanawia sie, jka długo jeszczę będę cierpieć. może dnia pewnego, za lat kilkadziesiąt- jeśli ból zelżeje na tyle, żebym mogła lepiej go znosić- uda mi się ze spokojem wspominać te krótkie chwile składające sie na najszczęśliwszy okres w moim życiu. wspominać, wdzieczna za to, że poświęcono mi choć trochę czasu. że dano mi więcej niż prosiłam i więcej niż zasługiwałam. cóż, może pewnego dnia miało być mi tak dane to oceniać...jestem teraz niczym orzeł, który wciąż krąży nad twoimi oustynnymi piaskami. dla mnei jesteś najbujniejszą zielenią, do której zawsze powracam ze zdobyczą. znam twe urwiska skalne, twe wydmy i twoje góry a ty jesteś dla mnie najbardziej szczodry. ale tylko czasami, bo czasami zamykasz przede mną twą oazę. to okazuje się jedynie fatamorganą.
nie wiem już sama co mam myśleć. dzieje się tyle i zarazem wszystko w miejscu stoi.
bóg zapłodnił miłością mą serce. jesteś nie-moż-li-wym-ma-rze-niem. anioły są dzis takie niespokojne. długo sie nie widzieliśmy.. tak bardzo chciałabym sie przekonać co na prawe czuję czuję do ciebie. obawiam się, że to jedynie ogromna, niepohamowana chęć miłości, a że ty sie na drodze mej życia zjawiłeś ja to wykorzystuję nieświadomie..a tak chciałabym inaczej...



2009-04-12 21:59
 Oceń wpis
   

taniec wypełnia me ciało, me serce, mą duszę. we mnie całej jest taniec. cała jestem tańcem. gorące latynoskie rytmy- jednak to jest właśnie to, w czym nam najlepiej. chociaż oboje jesteśmy w swych ruchach dość nieporadni, to idzie nam świetnie. nie przeszkadzają nam tysiące par oczu w nas wpatrzone. nasza publika. anioły i nietoperze. biją nam brawo, ale też skrzętnie się uśmiechają z nutką ironii ukrytą w kącikach ust. ale nam to nie przeszkadza. to nasz żywioł. to nowi my.teraz to nasze nowe stare śmieci. taniec nas połączył. i póki będą siły będę w nim trwała trzymając się Ciebie kurczowo. gdy tak bujamy w się czuję wezbrane morze wokół mego serca.  fale rozlewają po mym ciele endorfinę pomieszaną z substancją, która działa wprost proprcjonalnie odwrotnie do tej pierwszej. jojć! dzieje się ze mną i we mnie coś bardzo niedobrego. kręcę sie wokół jednego na miliony sposobów. świadczy to o tym, jak bardzo się zagubiłam w tym świecie i w tej dość popularnej grze zwanej życiem. niekontroluję siebie. aż wstyd przyznać. to co zamierzam dnia jednego na drugi dzień upada z wielkim hukiem. nieukrywam, że pewnie jkaiś udział w tym mają pszczoły, które ostatnimi czasy dość często obok mnie się kręcą dostarczając słodyczy miodu i łechcząc swymi niezgrabnymi skrzydłami drobne elemenciki mego i tak już popapranego życia. ścieżki mego życia do tej pory udeptane przecinały jedynie te, które istaniały w mej głowie i to tylko wówczas, gdy wypuszczałam je na spacer. to wszystko mnie przerasta. to moje ciągłe uczenie się ciebie na pamięć.. na pamięć. i po co i na co mi to wszytko? z żółtego kubka sączę radość. tyle sie przecież z tym wiąże. tyle wspomnień się na nich wyryło. a oprócz tego, że moje życie emocjonalne przechodzi burzliwy okres, to i życie obok którego staję się burzy i wzbiera nieszczęsciem. już niebawem przeleje, gdyż nie będzie w stanie tego wszystkiego w sobie pomieścić. brodzę w błocie brudząc moje nowe szpilki. czemu, ach czemu nie wzięłaś dzisiaj trampek? prezcież one wygodniejsze i na problemy akurat.. tak bardzo chciałabym móc napisać to, co na prawdę się dzieje u mnie, we mnie, obok mnie. ale nie mogę. ot co, nie mogę! okrążam te zdarzenia wielkimi okręgami jedynie po to, by pisząc/wyzbywając się ich móc wyrzucić z siebie te całe emocje a zarazem nie odczuwać tak wielkiiego ciężaru..
anioły nam dano, mój drogi by nam pomagały. nietoperze nam dano, mój drogi, byśmy czuli, że są gorsi od nas.. nam dano aniołom i nietoperzom, by mogły napawać się widokiem nas przytłoczonych przez problemy, niezdecydowanie, niemoc i naszą własną głupotę. opadam zsił. trzymaj mnie. podtrzymuj mnie, by dała jeszcze chociaż przez moment radę wytrzymać w tym tańcu.trzymaj mnie... no trzymaj mnie do cholery! proszę.... zostańmy jeszcze w tych uniesieniach.. w tych górnolotnych uczuciach...
w tych odczuciach, na które tak długo czekaliśmy..
w tych odczuciach, na które tak długo czekałam..
a ja tak bardzo chciałabym posunąć się dalej...



2009-04-06 23:52
 Oceń wpis
   

Do mojego organizmu zdecydowanie za dużo się endorfiny przedostało.dzień zapowiedziany wczoraj jako zerwanie z dotychczasowymi pragnieniami obrócił się o 400 stopni. wszystko było zupełnie inne niźli myślałam. nowe nadzieje zostały rozbudzone. nowe anioły nade mną latają. nawet nietoperze sie przebudziły. ale to nie przez nasz taniec. my byliśmy ostrożni. tańczyliśmy cicho. zdjęłam szpilki. zdjęliśmy ubrania. dwie różne istoty zlewały sie w jeden bozy stwór. a ja ciągle uczę się ciebie na pamięć. mimo woli. ale idzie mi dobrze.bardzo dobrze. wiesz? dziękuję za ten dzisiejszy taniec. zadał mi tyle radości co i smutku i bólu.ale wiesz? lubię ból. ale wiesz? lubię cierpienie.. lubię jedynie wówczas, gdy pochodzi od Ciebie, Ty złodzieju wszechczasów.

Wiesz? wiecie? przecież jestem normalna.taka, jak byłam. nie zakochana. jestem normalna, tyle, że po prostu rozluźniłam swoje jestestwo względem JEGO.

tak.dobrze mi z tym.lubię chwile, kiedy jak kofeina na mnie działasz. usypiasz, uspokajasz.. ale kocham momenty, kiedy to wzbudzasz we mnie skrajnie dzikie emocje, których godzinami nie mogę poskromić..

dziękuję.

dzisiaj pierwszy raz zasmakowałam tak prawdziwie kawy. anioły mówiły, że to jest niebiańskie uczucie. myliły się. chce się mi spać..chcę zasnąć, bo wiem, że dzień jutrzejszy będzie również piękny.

jutro zatańczymy nowy taniec. tym razem na ścinie po prawo. rozścielimy po nasze bose stopy śpiwór. będzie nam  miękko. tym razem przygrywać nam będzie italiano disco. zatracimy się w tańcu. zaszalejmy. będziemy godzinami wić się w radosnej agonii rozkoszy..

taniec..napawa do życia.może tak zaprosimy i anioły? może tak zaprosimy i nietoperze? w końcu muszą się pogodzić i .. i zakochać w sobie, bo przecież są tak do siebie podobne, a jednocześnie tak obce.. zupełnie jak my.

jak listek na wietrze drżę teraz. nie z zimna, bo tego już dawno nie czułam.drżę z radości? nie, to nie jest radość.to inne uczucie. to jedynie moja najwierniejsza przyjaciółka- Głupota.

włosy i bluzka pachną mi mężczyzną. ale dlaczego? przecież..

czy to możliwe..? czy wyobraźnia aż tyle jest w stanie zdziałać?

tak, powiedz, że tak..albo nie! powiedz, że nie ..! że to nie wyobraźnia, a realia życia.że to się zdarzyło naprawdę, a nie jedynie w mojej głowie..

ach..tak chciałabym..

a my znów tańczymy na suficie moich marzeń. wydeptujemy dla mych marzeń coraz więcej przestrzeni.. sami ją prowokujemy..

czemu mi to robisz?!

patrząc na niebo nie widzę nic...



2009-04-05 22:46
 Oceń wpis
   

każdej nocy okrywam Tobą me ciało. jest mi tak ciepło, tak dobrze, tak przyjemnie. tylko anioły w mym czynie widzą niegodziwość czynioną do tej pory przez nietoperze. wiesz? chciałabym potańczyć na suficie. teraz. z tobą. w rytm gorących latynoskich dźwięków.. i zaraz potem przejść lekko, bezszelestnie do tanga pełnego zmysłowości i uczucia..a tuż potem chciałabym zatonąć w Twych ramionach  najzwyklejszym tań-cu-przy-tu-lań-cu..
tak mi cierpko tej nocy. pisząc z Tobą widzę Cię, czuję, dotykam...poznaję.
dzisiaj pachniesz mniej intensywnie.dlaczego? czyżby już nie musiał zapchem o kogoś zabiegać?
już za parę godzin, już za parę chwil ujżę Cibeie. przeklety niechaj będzie ten moment w swej świętości.
tego spotkania oczekuje każda cząsta mego ciała, każda niteczka cieszy sie na swój sposób i osobna za chwilę złączając się jednak w pary, trójki, grupy i tak oto cała sie trzęsę, ze się jutro zaobaczymy, że zamienimy jakieś słowo, być może nawet naszym niteczkom będzie dane się dotknąć, spleść...
tej nocy nie siądę na biurku.
tej nocy nie będę wypatrywała Twej twarzy w ciemności.
tej nocy będę walczyła z Tobą we mnie, zerwę z siebie płacz utkany z najpiekniejszych najznamienitrzych Twoich nitek. porwę go na części, spalę. niczym ciało wampira. nie odrodzisz się we mnie, obok mnie ani dla mnie.znikniesz jak kamfora.
zapomnę o Tobie takim, jakiego sobie wymarzyłam. a widząc Cie nawet nie pomyślę, to z Tobą każdej nocy wiłam plany na przyszłość.
tak! skazana na zapomnienie o Tobie. skazana wyrzec się swych uczuć i samej siebie, bo przecież jesteśmy identyczni chociaż tak różni.
taka kara..tak olbrzymia kara, taka straszna kara jedyenie za to, że chciałam kochać i być kochaną...
anioły już coraz bardziej niespokonie poruszają się obok nietoperzy..
można Cię poprosić do tańca? to będzie nasz ostatni taniec...
ale cicho sza! by nie zbudzić nietoperzy. niechaj one jedne mają spokojny sen. może zatem zdejmę szpilki? tak..dobry pomysł... rozbierzmy sie oboje i zatraćmy w tym cudnym tańcu, niechaj nasze ciała współgrają ze sobą jakby jednym były.jakby nigdy nie były dwoma różnymi..
nie mów nic.tańcz. tańcz do cholery! dajmy się porwać wirowi szleństwa...
tańczymy.. muzyka się zmienia, gorące rytmy przeplatają się ze smutnymi dźwiękami by za chwilę zownu się ożywić..a my.. a na nas spływa deszcz wódki... upajamy się..upijamy się..
trwamy w utopi.. jednak to tylko chwila. chwila, która trwa jedynie po to, bym sie za chwilę zbudziła i stwierdziła, że jestem sucha, że jest cicho, i że Ciebie nie ma obok...



2009-04-05 14:32
 Oceń wpis
   

Nocne siedzenie na brzegu biurka nabiera nowego znaczenia. Myśli o każdej porze dnia przyjmują zupełnie inną formę... Mają puste spojrzenie i hipnotyzują barwą swojej tęczówki...
... ja znów próbowałam nauczyć się Ciebie na pamięć.. na pamięć
zadając sobie kolejny, nowy, a zarazem stary, dobrze znany ból...
Nocne motyle na amarantowo uszminkowały usta.Szum ciem. gorzki, przejrzysty, chropowaty. odpoczynek o smaku wina i dźwięku opadającego lustra [kto by pomyślał, że ten dźwięk czasem warunkuje chwilowe szczęście.. bawi się w tlen, którego brak zabija zapałki] a ja sobie tańczę. nocny cel- dach Księżyca, do-góry-nogami chłonąć gwiazdy i brodzić w śniegu. [nie rób takich wielkich oczu, przecież mamy wiosnę!]
Nie Tobą mi pachnie pościel, ale to nic. teraz wszędzie czuję wiatr, przesiąkłam nim. ja i mój pokój. wszędzie widzę czerwoną szminkę, mam ją na ustach. ja i mój żakiet.

wiruje wokół mnie powietrze.
próbuje tańczyć,
lecz jego stopy są za duże.
nienaturalnie zimne stopy.
zabrali mi jedną godzinę..
próbowali zabrać psujący się telefon.
kwiaty nie pachną.
kwiaty mam w butelkach.
sine paznokcie.
deszcz na parapecie, a
przecież miały być pelargonie
[choćby te czekające na butelkę z wodą
jak na objawienie proroków]
jak-ja-nie-cierpię-pelargonii
receptory przysnęły snem wiecznie
niedociągniętym do prostej kreski.

uciekamy do nikąd we wszystkie strony jednocześnie zakrywając dłonią usta, by przestać krzyczeć niemym bólem życia.
kobieto! o czym ty mówisz, przecież nic złego się nie dzieje, nic złego..
jesteś jedynie niekochana przez tego, od którego miłości pragniesz...
Gęstość mgły stanęła na drodze do nikąd.



2009-04-04 19:11
 Oceń wpis
   

Kochać jest łatwo. to, można powiedzieć, jak z samochodem: wystarczy włączyć silnik, dodać gazu i wyznaczyć sobie cel podróży. ale być kochaną to tak jak przejażdżka z kimś innym, jego samochodem. nawet, jeśli uważasz tego kogoś za dobrego kierowcę, zawsze pozostaje ten podskórny strach, że może się pomylić, a wtedy w ułamku sekundy wystrzelicie oboje przez przednią szybę na spotkanie śmierci. być kochaną może oznaczać największy koszmar. Bo miłość to rezygnacja z panowania nad własnym losem. a co się stanie, jeśli w połowie drogi postanowisz zawrócić albo skręcić w bok, a nie masz na to jako pasażer żadnego wpływu?
na razie nie dotyczy mnie ten problem. moim problemem jest znalezienie sposobu, by usiąść obok kierowcy...
Dziwne są ostatnie dni. Bardzo niewyspane, ziewające po godzinach i zaciekawienie utrzymujące tylko w chwilach poświęconych na obserwowanie innych bytów- tyle tylko, że tych bardziej zależnych. Światem rządzi prawo Murphy'ego, a ja urodziłam się dokładnie 621 lat po Karolu VI Szalonym, którego absolutnei lubię  i już niedługo będzie podróżował do lubelskiego.
zastanawiam się, czy można sobie odkurzaczem wyczyścić wspomnienia? wie ktoś? udało się komuś?
boli mnie ten gluchoniemy krzyk, którego nie wydajesz. wpycham w siebie hel, a ciężkość butów i cor'a jest niezłomna. niezłomność to dobra cecha. myślę, że można polemizować o tym z Hitlerem. nie jestem znawcą, nie lubię Hitlera, historii, ani nazizmu. nie lubię też ciszy i zminych spoconych dłoni, .. to wszystko od tego Słońca.. a kiedy już płakać przestanę  'zobaczysz obcą własną twarz' i powiesz, że to nie ja, lecz Mała Mi. nic nie pojmujesz, mam na myśli Ciebie, Ciebie Ty złodzieju wszechrzeczy. mam ręce pełne obych ciał [każde ciało bliskie, jedynie Twoje obce] i taką pustą głowę [tylko jedna postać w niej- Ty], która tak pusto tyka na wahadle, albo nie, nieważne. tik tak tuk, stuk, stukot szpilek, lecz nie tańczę, to kobieta ucieka przed złodziejem, a ja mam potok łez i słów, więc choćbym chciała [a raczej nie chcę] to pomóc nijak- nie pomogę. trzeba sobie radzić: torebką w głowe, a może chociaż szminką, jak firmowa.. jak mkp, to się zgodzi, może w ramach przeprosin na kawę zabierze, krem poleci, doradzi i dobry kumpel z niego będzie. albo i nie.



2009-04-04 14:01
 Oceń wpis
   

Noc okazała się zbyt trudna, dzień tchnął niepokój w nozdrza coniektórych ludzi. w jej zresztą też. nie ma sprawiedliwości na tym świecie. księżyc- samobójca, powiesił się na niebie. [ponoć panuje moda na samobójstwa, paski niemodne, toteż gąsienice pochowały się w ziemie].
spotkajmy się na noc, będziemy płodzić dzień kolejny przeplatany mlekiem i dymem. to jak obietnica spokojnego końca, pogodzenia z samotnością, gdybyś tylko czasem tu zaglądał, może słowa nie zataczały by tak wielkich kręgów, a sens.. nie myliłby się z sensualizmem, tudzież z seksizmem.
nie zbrzydło mi życie, jedynie alienacja poranka.
Śniadanie jak co rano, te same kapcie, koc. obleka ciało w tworzywa sztuczne, barwione, syntetycznie bolesne i obce ciału. [nie protestuje] oddech powrzechnie miarowy, wymierzony, odmierzony, zawiły i wbity w jej kości. świat szaleje i pędzi. znów te wielkie brązowe drzwi, które jakby mówiły, że tam nic, nic dobrego. odwaga bierze górę, [szkoda, że gór nie przenosi], później pani M. i herbata, rogalik z czekoladą. obraz zamazany, świat wyjątkowo chwiejny, jakby pijany, a jej cera blada. [tak mówili] toteż zrobiła odwrót na pięcie i w deszczu wróciła do swego łóżka patrząc przez reszte dnia w rozmazany sufit i sny.
mglistość poranków zakrapiam kawą. ratunek dla łamiących się zapałek podtrzymujących powieki; dziś wyjątkowo ciężkie, jak ciała umarłych.
człowiek ma zdolność przystosowywania się do panujących warunków, norm życia..

a   C i e b i e   w c i ą ż   t u   n i e   m a ,

c i ą g l e   i    t r w a l e ,   w c i ą ż   C i ę   z a   m a ł o .

T w e j   o b e c n o ś c i .

j a   b o j ę   s i ę ,

ż e   n a u c z ę   s i ę   ż y ć   b e z   C i e b i e . . .

brak zaangażowania, chęci, słów przekładających się na czyny, czułości, zlitowania, troski, odkupienia, Twoich odcisków na moich ubrankach, Twoich ust na moich szklankach, Twoich dłoni na mym parapecie, tak mało mi Ciebie. brak tego wszystkiego jest jak gwóźdź do tej cholernej trumny. czasem mam wrażenie, że świat sobie ze mnie kpi. ludzie  i Ty też. a może gwóźdź nie do trumny, ale drzwi. najlepiej tych bardzo starych, kolorowych, z nieco odrapaną farbą i licznymi rzeźbieniami.. kurcze, jakiekolwiek no, byleby miały klamkę!
anioły tańczą w rytm miarowego oddechu boga kręcąc się w kółko, zupełnie jak obłąkani
Możemy sobie założyć, że jesteśmy niewidzalni, a będziemy wtedy tak
samo brudni, jak te pijane anioły.
ale jutro, jutro już będzie lepiej, prawda? zdusimy pragnienia i wątpliowści. zdusimy, głowę odetniemy łyżwami, zapijemy wódką.

potrzebuję ukojenia.

kategoria: wywnętrznanie się


2009-04-02 21:50
 Oceń wpis
   

nienawidzę tego człowieka i jego niesprawiedliwości, swojej nieudolności, i tego, jak bardzo głęboko może mnie dotnąć głupim słowem, jak bardzo skaleczyć..  i na dodatek ten wiatr wywiewający ciepło spod płaszcza, a Ciebie nie ma tu i nie ma mnie kto schronić, ogrzać i pocieszyć, że jednak mogę znaczyć coś oprócz tego przeklętego 'po najmniejszej linii oporu' a człowiek się stara, gubi naskórek i siwieje szukając, wykuwając w marmurze mózgu bezsensowne zdania, które nijak mu w życiu nie pomogą. nienawiści nienawidzę. nienawidzę nienawidzić.

 

dziś mi jakoś wszystko smakuje kredą, struktura papieru nie zadziwia, a wiatr jest tak zimny, że czuję to najdotkliwiej za mostkiem. choć tam dzieje się coś dziwnego z częstotliwością Twoich kroków, gdy sobie wspominam wspólnie spędzony czas w kolorze sepi. Jak słodki deszcz wspomnień, Twoje (moje ukochane) dłonie mogły zakreślić nam dom.
zakamarki, gdzie czternastego lutego nabiera wreszcie wymiaru wiary i słów o barwie dyni. słyszalność nieregularnych, kalekich akordów CGDdea nie układających się w żaden konkretny rytm, to pomaga w byciu magią (niezrozumiałą gęstą magią). pomarańcza i wanilia, tym nasiąknęliśmy przez te chwile wspólnie spędzone.

 

nachodzą mnie wizje leżenia w łóżku i przespania tej wiosny, która wgryzła mi się w usta, podrapała już korę i przez nią pękają mi paznokcie, a szklanym lalkom oczy. monotonność ukołysała mnie do-nic-nie-robienia, leki działają podobnie, a tu tysiące dat ma mi wejść do głowy, choć bronię się przed tym z całych sił. jestem bardziej blada, niż zwykle, a motywacja gdzieś chleje po barach i ma mnie totalnie.. gdzieś. pasja tworzenia skuliła się za prawym kciukiem i obie teraz czekamy na lepsze czasy wyścielone słońcem, bo w przeciwnym razie sama nie wiem. z cytatu 'po prawej miękka jak sen' dudni mi w uszach sen sen sen i opcjonalnie po prawej, bo teraz tam mam łóżko.

 

życzę nam prostych liter w piwnicach i na dachach, bo tak potwornie trzęsą mi się ręce. stoicyzm łez na nie-do-koń-czo-nym-pa-ra-pe-cie. ślady palców i falbanki rzęs wśród szyb etnicznego okna.

 

cicho sza! bóg się krząta i tłucze kieliszki, litry wódki leją nam się z nieba, a mnie się tęskni za prawdziwym bogiem, bo ten nie ma u mnie autorytetu. chciałabym się umieć modlić do tego prawdziwego, z tym naszym jestem na ty. wkurzają mnie te kolokwializmy i czasem brak własnego zdania, choć próbuje dać sobie przestrzeń na przyszłe lata, by móc je zapełnić życiem. narazie nie brak mi wiary, to hormony sprzyjają. sami widzicie, boga nie ma, a dziś jestem mistrzem w obalaniu [własnomóżdżnie?] tez.
 

kategoria: wywnętrznanie się


2009-04-01 21:54
 Oceń wpis
   

[w kącikach ust zasnął uśmiech, zaciągam się spokojem na wspomnienie tego-niby-życia, bo życie nie jest takie pięknie. to musiało być coś więcej. ]

dziś potwierdziło się to, czego się obawiałam, ale z drugiej strony na to czekałam. jedziesz.

straszne! ale może tego właśnie nam trzeba?

może właśnie tego mi trzeba?

może tego właśnie trzeba...!

z jednej strony cieszę się wielce, z drugiej ubolewam strasznie.

czuję się jak tkanina rozdzierana na części. moje jedwabiste ciało snuje się niczym szmata z taniego ciuszka. nitka. nitki. one moje. one mną były. teraz każdą  z nich mi zabierają. niekiedy pozwalają łączyć się w grupy, pary, ale razem następnym bezdusznie rozdzielają najbardziej zgrane me fragmenty. takie życie rzec chciałoby się. życie. bóg. on jest jego dawcą. a podobno jest miłosierny i dobry. a może to rozdzieranie i odczłowieczanie mnie właśnie jest takie humanitarne i takie najlepsze..?

tak bardzo chciałabym powiedzieć ci.

tak bardzo chciałabym pokazać ci.

 

a może to i lepiej?

a może tak najlepiej?

a może..!

 

jak się losy potoczą? czy będzie nam dane? czy każda nitka z mego ciała będzie na samotną egzystencję skazana?

a...

a ja...

a ja tylko...

a ja tylko chciałabym...

a ja tylko chciałabym tak...

a ja tylko chciałabym tak po...

a ja tylko chciałabym tak po człowieczemu

tak kochać i kochaną być, tak miłować i być miłowaną,

zostawiać ślad na pościeli, oglądać, dotykać, wielbić twój ślad,

tak dotykać i dotykaną być, tak czuć zapach i zapach rozsiewać...

 

 

[słowa mentalnie nieprzystępne

słowa okrojone

słowa opakowane, przewiązane różową wstążką

słowa tańczące wokół

z lekkością śniegu zastani w czymś

muzyka do mnie mówi. ma chude, białe dłonie, usta blade, sukienkę pożółkłą i śmieje się w twarz maklontentom.
]

 

 

 

 7cac7fc78377cf9e192e5e99756ed88a

kategoria: wywnętrznanie się


2009-04-01 21:38
 Oceń wpis
   

lunatycy naszeptali mi tej nocy tyle, że głowa boli mnie niemiłosiernie. nietoperze też się nie zlitują, bo głupie. nie mam nic sensownego do przekazania i odechciało mi się już zbawiać świat. zastanawiam się, czy przyczyna leży w kawie, której nie pijam, za mało tańczę, czy widzenie świata skrzywiła mi często wydzielana  endorfina? nie do was te pytania, do boga też nie. [między nami, upadł ostatnio i trochę mu się poprzewracało. jak narazie- niekoniecznie na dobre].

z dziecięcą beztroską miękkimi dłońmi odkrawasz kawałek jabłka. nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ale światło dziś tak pięknie tańczy..

trochę nie bywam sobą. brzmi mało wiarygodnie, ba! nieprawdziwie, ale tak to już jest, gdy lubi się patrzeć na zachody słońca [lubiłoby się patrzeć też na wschody, gdyby bardziej nie pragnęło się spać]. toteż zaistnieję tu, i ówdzie zresztą też, jako taka mało wiarygodna osóbka, która lubuje się i w trampkach i w szpilkach[tylko patrzeć]. w tych pierwszych zwłaszcza, gdy są długie i mają dziwaczne sznurówki. zostawmy temat etatowych sadystek, bo teraz płyną nurty słów i lepiej, żebym gdzieś to odnotowała, bo jutro sobie wierzyć nie będę. teoretycznie mogłabym teraz kąpać się w wódce. teoretycznie moglibyśmy siedzieć na dachu pijąc szampana. teoretycznie pozostawmy filozofom. tzn tym wykształconym magistrom. [w moim odczuciu te dwa słowa trochę się kłócą, ale to też zostawmy]. my jesteśmy tanimi filozofami. pseudofilozofami. popijamy wodą pseudoefedrynę, choć mamy nadciśnienie oraz górnolotne NAD leżąc na podłodze nie-powiem-dlaczego-bo-nie-ma-dwudziestej-drugiej. lubimy paradoksy. lubimy.



2009-03-31 23:26
 Oceń wpis
   

Myśli pojawiają się znikąd i znikają, jakby nigdy nie zaistniało to niezwykłe ukształtowanie słów.  Przezroczystość naszej skóry warunkuje tlen.

...a my tak łapczywie wdychamy O2, które równie uparcie, co ludzie, łączy się w pary. udoskonalmy komórki pierwiastkami ziemi, kobiecość czerwoną pomadką.
 Zawirowania i zatracenia, jak ostatni taniec wróżki, gdzie początek jest nowym środkiem, a nowe 34- 36. Łzy aniołów ponawlekane na sznurku tańczą razem z nią i razem z nią się śmieją. Rolę towarzysza zabaw przejął diabeł. Paradoksy świata przedstawionego i bogu-niech-będą-dzięki, że to tylko jutro... Tylko i aż jutro Ciebie widziała nie będę...
 Świat zwariował, bo sypia po 5h na dobę i twierdzi, że ziemia jest okrągła. Bunt średniowiecznych ministrów...
 ... ja znów próbowałam nauczyć się Ciebie na pamięć.. na pamięć
Chciałam, aby Twój kształt okrył się ramieniem w mojej głowie, a Ciebie by było więcej i więcej; pełne dłonie to wciąż za mało. czas płynie teraz wolniej, paskudny! Ciągłe odliczanie we mnie. jestem niewielkim tykającym bum, aczkolwiek niegroźnym. ja tylko czekam. Oczekiwanie wlazło mi pod skóre. Tykam klaszcze, wszystko jest wymierzone, takie bim bam bom w rytm ślęczenia przy szybie i doszukiwania się Twoich śladów na błocie, odcisków na kubkach. Zwariować można, no! Za często wkładam głowe pod wode. nie mam poduszki, na której zachowałby się kształt Twojego ciała i jego zapach. Takie to banalne. 1 owca, 2 owce, 3 owce... zasypianie. Zmartwychwstanie i pobudki. tęskno mi za milionem Twoich linii. Zamieszkajmy na końcu chmur. Co Ty na to? Przecież droga do nikąd może być prosta.

kategoria: wywnętrznanie się


2009-03-30 23:13
 Oceń wpis
   

Czasami człowiek po prostu nie daje rady. Zapada się pod nim grunt przysypując go toną piasku, który uniemożliwia mu wydostanie się z niego. Towarzyszy mu wtedy tylko ogromny ból i bardzo dziwne uczucie takie przepełnione i zarazem puste. Tak samo puste jak moje wnętrze. Zamykam oczy i czuję jak samotność przytłacza mnie swym ciężarem. Tak naprawdę nikogo to nie obchodzi. Was też. To nic, przyzwyczaiłam się. Niektórzy mówią, że ich mój los obchodzi, ale to tylko słowa. Dowodem na to jest kolejny samotny wieczór, zresztą jak cały tydzień, miesiąc, rok  Uwierzcie mi, że łatwiej jest kochać za dwoje niż mieszkać w jednym, pustym, szarym , dusznym pokoju. Dusze się tu, ale mam w zwyczaju nie pchać się tam, gdzie mnie nie chcą. Zresztą przebywanie w towarzystwie, gdzie nikt Cię nie zauważa, a Ty nie czujesz się sobą nie ma sensu, przytłacza jeszcze bardziej. Nie cierpię tej strugi łez. Och, jak ja jej nie cierpię. Już nie pamiętam kiedy po raz ostatni czułam się naprawdę szczęśliwa. Życie wspomnieniami nie ułatwia mi niczego. Gdybym miała pewność, że tuż za rogiem czeka na mnie ktoś, kto poda dłoń, przytuli, powie ciepłe słowo- byłoby mi lepiej...

kategoria: użalanie się


2009-03-30 23:04
 Oceń wpis
   

Boję się.
Czego?
Nie wiem.
Dnia następnego,
prawdy,
zła,
że świat nie będzie jak malinowy krem.

Boję się próbować,
walczyć, o to,
na czym mi zależy.
A raczej na kim.
Bo boję się odrzucenia.
Normalne?

"Ten, kto boi się, że będzie cierpieć,
już cierpi z powodu swojej obawy."

Wiem, że robię źle,
ale inaczej nie umiem.
Na razie nie...

kategoria: wywnętrznanie się


2009-03-30 21:07
 Oceń wpis
   

Pochmurne czoło, przymrużone (jak u kota) oczy, uśmiechu brak...



Odkryłam w sobie szaleństwo ;)



Odkryłam siłę, może nawet trochę podłości, bardzo człowieczego uczucia satysfakcji, gdy ktoś upada a Ty możesz stać nad nim i patrzeć na ten jego marny los, nawet gdy był Ci przyjacielem... Jakie to ma znaczenie? To już nie ma żadnego znaczenie... To jest świadome użycie czasu przeszłego... Siostrzyczko - tak mi przykro, że we mnie umarłaś... Tak, łatwiej uwierzyć w śmierć, niźli w to, że byłaś w stanie zmienić się w typ człowieka, którym swego czasu tak gardziłaś, którego nienawidziłaś.... Tak nisko upadłaś, a ja nie podaję pomocnej dłoni ludziom, którzy na to nie zasługują....



Siostrzyczko, wysłałam Ci najpiękniejsze błogosławieństwo jakie tylko można komuś ofiarować, a ty odpłaciłaś mi kłamstwem i złamaniem przysięgi... Nie mam komu wybaczyć, dla mnie nie istniejesz, już nie...





Musiałam napisać coś na ten temat. To wszystko mnie przerasta. Czy po tym wszystkim będę jeszcze zdolna kiedykolwiek uwierzyć w przyjaźń...?

kategoria: użalanie się


2009-03-29 21:50
 Oceń wpis
   

Chciałabym móc oddać w pełni to, co czuję. Niestety nie jestem w stanie tego spełnić. W mym życiu tyle się dzieje i zarazem jest wielka olbrzymia pustka. Za bardzo się wszystkim przejmuję, zbyt wiele do siebie na serio biorę, za bardzo się do wszystkiego przywiązuję, jestem wygłodniała bliskości drugiej osoby. Nie mam tu na myśli bliskości fizycznej [chociaż marzę o tym, by móc zatopić się w męskich ramionach]. Mam tu na myśli fakt, iż potrzebuję osoby, z którą będę mogła pogadać o wszystkim. Potrzebuję osoby, której będę mogła opowiedzieć moje najdziwniejsze sny. Potrzebuję osoby, z którą będę mogła godzinami zachwycać się na d zdrowotnymi właściwościami krowiego łajna... W sumie, to chyba mam taką osobę. Ale... No właśnie, jest jeszcze to jedno, małe ogromne ale... Nigdy mi nie dogodzi...

Chciałabym mieć w sobie tyle wiary i siły, by powiedzieć komuś coś. Coś, o co siebie podejrzewam. Może wtedy wyda się, że to nie  jest prawdziwe mocne uczucie, a tylko jakieś przelotne zauroczenie wynikłe z powodu okazjonalnego zbliżenia....

Ich habe keine Anung!

Czy można tęsknić za czymś, czego się nigdy nie miało? Czy można śnić o dotyku, nieziemskich doznaniach, nie zaznawszy ich? Znaczy się, inaczej zapytam, czy można przeżywać w śnie coś, czego w realu się nie przeżywało? Czy jeśli już w normalnym życiu do czegoś takiego dojdzie, to to będzie tak samo silne? Czy te doznania może będą nawet silniejsze?

Fuck!! Dlaczego w głowie mej tyle pytań? Dlaczego w duszy mej tyle niepewności i wahań? Dlaczego serce moje z rozumem nie mogą dojść do konsensusu? Dlaczego?!?!

Nie pomagaja mi wspólnie spędzone chwile, wręcz przeciwnie, dają zludną nadzieję. Bolącą nadzieję. Radują czasami swoją intymnością, skrytością i prostotą...

Z drugiej strony, kiedy nei ma tych chwil jest mi jeszcze gorzej, bo czuję odtrącenie, smutek, brak zainteresowania, które tak dobrze niekiedy mi robi...

Tak chciałabym, zę by to wszystko sie już wyjaśniło. By te moje nadzieje  nie zabijały mnei od wewnątrz...

Dlaczego jestem taką cholerną romantyczką? Dlaczego postawiłam an miłość w życiu zamiast na karierę zawodową? Dlaczego tak bardzo chcę stworzyć prawdziwą, szczęśliwą, kochającą rodzinę, której sama nie mam?

 

 



2009-03-23 00:11
 Oceń wpis
   

Ktoś trzyma Cię za rękę?
Powiedz, czujesz się bezpiecznie?
to była chwila...
tylko kilka sekund, nic więcej...

Otwórz oczy i powiedz mi o czym myślisz...
Ktoś podnosi na Ciebie głos?
Czujesz się samotna i opuszczona?
dlaczego w Twojej głowie...
są same czarne wspomnienia...

A pamiętasz, jak ktoś ocierał Ci łzy z policzka..?
Pamiętasz, jak ktoś podawał Ci rękę kiedy upadałaś na ziemię?
Pamiętasz radość, która błądziła wtedy w Twoim sercu?
nie pamiętasz..?
dlaczego?

Spójrz mi w oczy i powiedz dlaczego.
dobrze wiesz dlaczego...
Tu nie chodzi o to, że nie pamiętasz.
po prostu takich chwil nigdy nie było...

Dzisiaj  mój zapisek będzie wyglądał trochę inaczej niźli poprzednie. Jest późno, a ja nie mogę zasnąć. Wiłam się na łóżku niczym człowiek podczas przemiany w wampira. W mej głowie kłębiły się miliardy myśli. Dotyczyły one mnie, moim bliższych lub dalszych znajomych, a nawet osób mi nieznanych z imienia czy nazwiska, a nawet osób nigdy nie widzianych...
Po prostu... Nastała kolejna noc, kiedy to będę skazana myśleć nad rzeczami w ogóle nie ciekawymi i nawet irracjonalnymi....
Tak naszła mnie dzisiaj fala wspomnień z mego życia. Nie jestem w stanie określić jakie ono było, jak je przeżyłam, wykorzystałam... Im głębiej zaczynam się w te sprawy zagłębiać, tym bardziej zaczynam siebie nie lubić... Obrana kilka dni temu taktyka o stawaniu obok siebie i patrzeniu na toczące się wydarzenia z boku przynosiła co prawda drobne skutki, ale ja za bardzo biorę wszystko na serio i za bardzo uczuciowo podchodzę do wszystkiego...
Kiedyś ktoś mi przepowiedział, że w psychiatryku wyląduję nim ćwierć wieku przeżyję...Obawiam się, ze jestem na dobrej drodze do tego...
Gdyby dana mi była całkowita samotność... To byłoby coś... A tak?
Tak otaczają mnie co prawda  jacyś ludzie, ale każdy z nim w pewnym stopniu jest mi bardziej lub mniej obcy. I mimo, iż ich 'mam', jestem samotna...ale to taka nie prawdziwa samotność....


Chciałabym zatrzymać czas...
zapomnieć na chwilę o nim, niej, nich
i o wszystkich wspomnieniach,
o których jeszcze pamiętam.
Uciec, jak najdalej stąd...
zamknąć się w swoim własnym świecie
i nigdy z niego nie wychodzić...
tam, gdzie nikt nie znajdzie...
tam, gdzie nikt nie będziesz szukał...

Chciałabym, aby na chwilę wyrosły mi skrzydła
białe, delikatne, ciepłe...
bym mogła się nimi otulić...
bym mogła się w nich schronić...
choć na chwilę...

kategoria: Ogólne


2009-03-21 18:35
 Oceń wpis
   

Tak sobie ostatnio myślę, że świat stał się nie rzeczywisty, nie realny w swojej realności. Wirtualna rzeczywistość wtargnęła w rzeczywistość dnia codziennego. Zaczynamy gubić się, mylić, co prawda a co fałsz. Wszystko jest niby normalne, rzeczywiste i prawdziwe, ale czy na pewno? Sztuczne kobiety, sztuczni mężczyźni, supermarkety, wszechogarniająca nas tandeta i komercja. Tracimy swoją osobowość, wszyscy stajemy się podobni do siebie, telewizja kreuje pewne wzorce, a my ulegamy, z pokora nie zadając żadnych pytań. Co z nami? Czy jednostka, osobowość,oryginalność po prostu stała się nie modna? Ulice zaczynają wyglądać tak samo, tacy sami ludzie w tych samych ciuchach, myślący o tym samym, oglądający to samo, kasa, bogactwo, uroda to wartości dzisiejszego człowieka. Nie ważne, co masz w środku, jakie masz poglądy, priorytety, ważne to, co w portfelu i jaka furą jeździsz.Sprzedajemy się i sprzedajemy nasze życie, bo taka moda, bo taki świat. Mówimy o człowieczeństwie, dumni  jesteśmy z tego, a chodzimy jak małpy pochyleni bo może znajdziemy jakiś szmal na drodze. Dziewczyny zaliczają chłopaków, bo taka moda, nie ważne że same robią z siebie dziwki, że się nie szanują, ciało nie jest wartością stało się narzędziem do osiągnięcia wyższej pozycji. A faceci, niewieścieją tracąc wszystko, co było oznaka męskości, czasem któryś przyleje swojej kobiecie i wtedy poczuje choć przez chwilkę jak to jest być facetem, tak bo inaczej nie potrafi. Wszystko staje do góry nogami, miłość, wierność, wiara, przyjaźń, honor, to już tylko puste słowa, używane przez pustych ludzi w tym dziwnym świecie...



2009-03-15 21:57
 Oceń wpis
   

Sama siebie wybieram. Każdego dnia, po trochu, tworzę siebie i przypominam, jestem i pamiętam. Jaka byłam. Jaka jestem. Różnie - a jednak bardziej podobnie niż zdawałabym sobie sprawę. Niż będę chciała przyznać - niż właśnie przyznaję ;P .

Płaczę tak samo. Też na filmach, które wcale nie wydały mi się smutne. Śmierć to część Życia, i czymkolwiek jest i dokądkolwiek prowadzi, ja dalej jestem. Dalej niezdefiniowana, dalej wcale tego nie potrzebująca, piszę o sobie nie robiąc tak naprawdę tego, oczyszczając umysł, myśląc o czymś innym...

To dziwne, przypominać sobie stare, i być jednocześnie poza tym i w tym. Dalej w tym, mimo że przepłynęły już oceany, poza tym, bo tak naprawdę wcale tego nie ma. Myślę o tym jaką siłę ma moja pamięć, jak głęboko sięga i ile zmienia. Mieć w sobie uczucia, które nie gasną, nawet do tych, których już nie ma... A jednocześnie - mieć i uczucia do tych, którzy są, nawet jeśli gdzieś we mnie wcześniej umarli... Każdy gdzieś kiedyś umiera, wiele razy, takie małe i duże śmierci, zmieniające sporo albo nie zmieniające nic. Wszystkie odnogi, które nie powstały, i ta jedna - najlepsza- trwająca... Radość z niej, i delikatna melancholia, bo było inaczej i gdzieś mogło być, nawet jeśli nigdy nie dostało szansy... Patrzeć na śmierć, być nią, i iść dalej, równie lekko, nawet kołysząc biodrami, tańcząc i śmiejąc się, kuląc i płacząc...

Wszyscy umieramy, wszyscy zostawiamy siebie za sobą po kawałku - a jednocześnie żyjemy, i wszystkie zmiany są śmiercią, i życiem, i sami wybieramy czy myślimy o życiu czy o śmierci, jeśli to ma znaczenie - a nie musi mieć. Nic nie musi być. Piękno polega też na nie-musieniu ;) .

Dalej mam czarnego kota, nawet jeśli to już zupełnie inny kot, dalej śpię na łóżku, które może być każdym zupełnie nowym łóżkiem, i w tym wiecznym ruchu mogę przywiązać się do wielu odnóg wiodących w każdą drogę ("odnóży" - dopisałaby ta bardziej knąbrna ja ;) o jakiej myślę, i z jakiej zrezygnuję, i w jakiej będę... Mogę myśleć o sobie w przeróżny sposób, mogę interpretować i zmieniać, tworzyć - mogę też nie myśleć, jeśli tylko miałabym taką ochotę :] .

Rozczarowanie to też sposób myślenia. Rozczarowanie może być pięknem. Słowa mogą od teraz przestać znaczyć. Choć na moment... Cieszę się, i płaczę, i to wszystko tworzy całość, to co było i to, co jest. Wszechogarniam, i nie rozumiem, naraz, zawsze naraz - bo jestem, właśnie taka - jakakolwiek, we wszelkich odcieniach...

A w tym wszystkim pamięć mnie fascynuje, pamięć jest fenomenem. Przechowuje nieistniające ścieżki, potrafi tworzyć okulary, przez które patrzę, bywa też nieistnieniem.

Ludzie dziwią mnie swymi zmianami i swoją stałością - tym, kim się stali (a to dopiero początek... :] ) będąc ciągle w tym samym czasie...

Duchowa ja, myśląca ja, czująca ja, mówiąca ja - przecież wcale nie ma takich mnie ;) . Dzielenie, interpretacja, oswajanie, wieczne zdziwienie - i gdzieś coś zawsze poza, i wszystko, i o wiele więcej...

To wszystko było, i to właśnie jest. Widzę wiatr tuż za oknem, delikatnie porusza drzewami, przeskakuje z jednego na drugie, i razem z niebem i dźwiękiem wieczoru wpadają, i znikają...

A ja nie płaczę już.



2009-02-28 19:41
 Oceń wpis
   

Nagle pewna osoba zwiastuje mi normalność. Ktoś podobny do mnie i na tyle inny, by mnie zaciekawić. Sporą ilość czasu był obok i nic, a jakoś tak nagle nasz kontakt nieco się zmienił, pogłębił. Często jakoś tak bez słów. Ciche gesty, spojrzenia, uśmiechy. Nie wiem jak mam to odbierać. Nie wiem co mam o tym myśleć. Na pewno martwię się na zapas, na pewno podkoloryzowuję sobie rzeczywistość na własny użytek, na pewno to tylko moje domysły, pragnienie, by czuć się ważną, istotną, chociaż dla tego jednego kogoś.
Robię coś... i czekam. Czekając domyślam się skutku, który rzeczywiście, w mniejszym lub większym stopniu, jest taki, jak myślałam. Idę do przodu. Chcę stworzyć coś zwykłego, normalnego. Koniec z toksycznymi związkami i związkami, które tylko męczą[ w prawdzie nie miałam takich, ale zacząki na to wskazywały]. Z drugiej strony zbyt mocno przyzwyczaiłam się do nich. Boję się, że nie będę potrafiła inaczej, spokojniej, bez wątpliwości, bez biegu w nieznane...
Przy każdej, kolejnej, głębszej znajomości okazuje się, że to nie ten. Teraz, pierwszy raz, zastanawiam się co by było, gdyby on okazał się właśnie tym? Czy potrafiłabym tak żyć? Ideały nie są łatwe, bo niszczą dotychczasowy światopogląd i nigdy nie wiadomo czy poznanie ich wiąże się z czymś dobrym czy czymś gorszym.
Wszyscy oczekują ideału, wszyscy go pragną, dążą do niego. Może on wcale nie będzie źródłem zniszczenia, ale czymś, co da spokój i wewnętrzne upojenie...? Nie wiem. Jednak lepiej chociaż spróbować posiąść tę wiedzę, by nie żałować, że nie podjęło się żadnej próby, żadnego ryzyka, by zmienić to, co nas otacza - na lepsze.

kategoria: Ogólne